Текст песни
Ostatnie pół roku życia,
To jebany żart,
Chciałem naprawić wszystko,
Ale możliwości brak,
Suche spojrzenie jak Sahara,
Czułem na plecach,
Wszystko się jebie,
Prosiłem diabła, by przestał,
Odpowiadał tylko rechot,
I skrzypienie drzwi,
Co siedzi na bani mi,
Lepiej w swej niewiedzy żyj,
Cannabis tylko leczył moje bóle,
Za dużo jarałem tego,
Teraz mało chcę w ogóle,
Świeci słońce, a nadal,
Stoję blady jak trup
Chcą chillu na kawałkach,
Lecz ostatnio ciężko w chuj,
A dom wewnątrz serca,
Gdzie chowałem swoje cienie,
Spłonął w pył,
Nie ma w nim miejsca dla Ciebie już,
Albo nadal jest, sam już nie wiem,
Bo rządzi mną chaos,
Przez co pokręcony jestem bejbe,
Zagubiony jak dziecko,
We mgle.
Barwy to ja,
Barwy to wy,
Barwy to odmienne stany,
Namaluje w mroku drogę,
Gdy latarnia zgaśnie na zawsze.
Barwy to ja,
Barwy to wy,
Barwy to odmienne stany,
A ty namaluj mi drogę,
Gdy zgasnę na zawsze.
A ty poprowadź mnie,
Nucąc Bogom pieśń,
Na rozstaju dróg,
Gdzie nadchodzi kres.
Chciałem tylko zaznaczyć,
Tu swoje miejsce,
Bo dawno nie ma go,
Dla mnie w niebie,
Pamiętam o tych co,
Pomogli w potrzebie,
I też sytuacje,
Które wydarły szponami serce,
Wiem nie jestem święty,
Też wiele osób głęboko zraniłem ,
Jestem hipokrytą, głupcem ,
Zrozumiałem wiele rzeczy,
Rozbity na milion części,
Gubię swe wcielenie,
Proszę daj mi odkupienie,
Chociaż zdarzeń już nie zmienię,
To daj na rany lek,
Polubiłem brzydkie rzeczy,
One polubiły mnie,
Węże oplatają skronie,
A ich jad we mnie wrze,
Serce jak wulkan,
Płonie, od nadmiaru zdarzeń,
I płynę znów tam,
Gdzie nie chciałaś mnie zobaczyć ,
U bram Valhalli oddam swoją duszę ,
I zostawie w rękach ziemi,
Wszystkie swe katusze.
Barwy to ja,
Barwy to wy,
Barwy to odmienne stany,
Namaluje w mroku drogę,
Gdy latarnia zgaśnie na zawsze.
Barwy to ja,
Barwy to wy,
Barwy to odmienne stany,
A ty namaluj mi drogę,
Gdy zgasnę na zawsze.
A ty poprowadź mnie,
Nucąc Bogom pieśń,
Na rozstaju dróg,
Gdzie nadchodzi kres.